W wielu szkołach można spotkać nauczycieli, którzy robią zdecydowanie więcej, niż wynikałoby to z ich podstawowych obowiązków. Organizują konkursy, przygotowują uroczystości, prowadzą projekty, zajmują się promocją szkoły, tworzą materiały, pomagają innym nauczycielom, odpowiadają za kolejne inicjatywy. Często robią to dlatego, że „zawsze można na nich liczyć”.
Problem pojawia się wtedy, gdy szkoła zaczyna opierać się na kilku takich osobach.
Jeżeli jedna osoba przez lata bierze na siebie większość dodatkowych zadań, inni przyzwyczajają się, że ktoś je wykona. W efekcie najbardziej zaangażowani nauczyciele są coraz bardziej przeciążeni, a pozostali coraz mniej odpowiedzialni za wspólne działania.
Dlatego jednym z ważniejszych zadań szkoły jest budowanie współodpowiedzialności. Nie chodzi o to, aby każdy robił wszystko. Chodzi o to, aby odpowiedzialność za funkcjonowanie szkoły nie była skupiona w rękach kilku najbardziej aktywnych osób.
„Ja to zrobię” nie zawsze pomaga zespołowi
Na pierwszy rzut oka przejęcie zadania przez nauczyciela może być najlepszym rozwiązaniem. Jest problem, jest osoba, która potrafi go szybko rozwiązać. Nie trzeba długo dyskutować, szukać chętnych ani tłumaczyć, co należy zrobić.
Tyle że takie rozwiązanie ma swoją cenę.
Jeżeli za każdym razem ta sama osoba mówi „ja to zrobię”, zespół stopniowo uczy się, że nie musi reagować. Odpowiedzialność zaczyna działać według prostego schematu:
ktoś coś wymyśli → ktoś to zorganizuje → ktoś dopilnuje → reszta weźmie udział.
To wygodne, ale na dłuższą metę prowadzi do przeciążenia najbardziej aktywnych nauczycieli.
Dlatego czasami warto zamiast „ja to zrobię” powiedzieć: „zróbmy to razem”.
To niewielka zmiana języka, ale może prowadzić do zupełnie innego sposobu organizacji pracy.
Współodpowiedzialność nie oznacza, że wszyscy robią po równo
To ważne rozróżnienie.
Współodpowiedzialność nie oznacza, że każdemu nauczycielowi trzeba przydzielić dokładnie taką samą liczbę zadań. Nie każdy ma takie same kompetencje, doświadczenie, możliwości czasowe czy zainteresowania.
Chodzi raczej o to, żeby zadanie nie było automatycznie przypisywane jednej osobie tylko dlatego, że wcześniej już je wykonywała.
Przykład?
Szkoła organizuje wydarzenie. Zamiast wyznaczyć jednego nauczyciela odpowiedzialnego za wszystko, można podzielić pracę na kilka obszarów:
- program i harmonogram,
- kontakt z uczestnikami,
- przygotowanie materiałów,
- promocję wydarzenia,
- kwestie techniczne,
- dokumentację i podsumowanie.
Jedna osoba może koordynować całość, ale nie musi wykonywać wszystkich tych działań.
To właśnie jest współodpowiedzialność.
Zacznij od pytania: kto jeszcze może to zrobić?
W wielu szkołach zadania trafiają do tych samych osób nie dlatego, że inni nie chcą pomagać, ale dlatego, że nikt nie daje im realnej okazji do przejęcia odpowiedzialności.
Jeżeli nauczyciel od kilku lat przygotowuje akademię, może wydawać się naturalne, że zrobi ją również w tym roku.
Jeżeli ktoś dobrze radzi sobie z technologią, wszyscy zwracają się do niego z kolejnym problemem.
Jeżeli ktoś prowadzi szkolnego Facebooka, trudno wyobrazić sobie, żeby nagle zajęła się tym inna osoba.
Taki model jest wygodny, ale uzależnia szkołę od konkretnych ludzi.
Dlatego przy każdym większym zadaniu warto zadać proste pytanie:
Kto jeszcze mógłby się tego nauczyć?
Nie zawsze trzeba od razu przekazywać całe zadanie. Można zacząć od jego części.
To szczególnie ważne w przypadku młodszych nauczycieli. Jeżeli przez kilka lat będą wyłącznie pomagać bardziej doświadczonym kolegom, niekoniecznie staną się w przyszłości osobami gotowymi samodzielnie prowadzić projekty.
Delegowanie to nie pozbywanie się odpowiedzialności
Współodpowiedzialność wymaga również dobrej organizacji ze strony dyrektora i osób koordynujących pracę zespołów.
Delegowanie zadania nie może oznaczać:
„Masz to zrobić. Powodzenia”.
Jeżeli nauczyciel dostaje nowe zadanie, powinien wiedzieć przynajmniej trzy rzeczy:
Co dokładnie ma zrobić?
Do kiedy?
Jak wygląda oczekiwany efekt?
Warto też ustalić, gdzie kończy się jego samodzielność, a kiedy może poprosić o wsparcie.
To szczególnie istotne wtedy, gdy zadanie jest nowe. Jeżeli nauczyciel pierwszy raz organizuje wydarzenie, prowadzi projekt albo przygotowuje określoną inicjatywę, nie można oczekiwać od niego perfekcji bez wcześniejszego doświadczenia.
Współodpowiedzialność wymaga przestrzeni na uczenie się.
Zespół powinien dzielić się nie tylko zadaniami, ale również wiedzą
Problemem w szkołach bywa także to, że wiedza dotycząca różnych działań znajduje się w głowach pojedynczych osób.
Ktoś wie, jak zorganizować konkurs.
Ktoś inny zna procedurę wyjazdu.
Ktoś potrafi obsługiwać konkretne narzędzie cyfrowe.
Ktoś wie, jak przygotować szkolne wydarzenie.
Jeżeli te osoby przestają pracować w szkole, część wiedzy może zniknąć razem z nimi.
Dlatego warto tworzyć proste instrukcje, checklisty i materiały, które pozwalają innym przejąć zadanie.
Nie chodzi o tworzenie kolejnej rozbudowanej dokumentacji.
Czasami wystarczy jedna strona:
Co trzeba zrobić?
W jakiej kolejności?
Kogo poinformować?
Jakich materiałów użyć?
Na co uważać?
To może znacząco ułatwić przekazywanie odpowiedzialności.
Nie każdy musi być liderem
Współodpowiedzialność nie oznacza również, że każdy nauczyciel powinien zostać liderem projektu.
W dobrze działającym zespole potrzebne są różne role.
Jedna osoba dobrze planuje. Inna świetnie komunikuje się z ludźmi. Ktoś inny ma dobre pomysły, ale gorzej radzi sobie z organizacją. Jeszcze ktoś inny jest bardzo dokładny i dobrze pilnuje terminów.
Zamiast oczekiwać, że wszyscy będą działać w taki sam sposób, warto wykorzystywać różne mocne strony członków zespołu.
To pozwala również ograniczyć sytuację, w której jedna osoba musi być jednocześnie pomysłodawcą, organizatorem, wykonawcą i kontrolerem.
Ważne jest również prawo do powiedzenia „nie”
Współodpowiedzialność nie powstanie w zespole, w którym najbardziej zaangażowani nauczyciele są automatycznie nagradzani kolejnymi zadaniami.
„Skoro zrobiłeś to świetnie, zrobisz również następną rzecz”.
To prosty sposób na doprowadzenie do sytuacji, w której najbardziej kompetentne osoby stają się najbardziej obciążone.
Dlatego ważne jest, aby nauczyciel mógł powiedzieć:
„Tym razem nie mogę się tego podjąć”.
Nie powinno to automatycznie oznaczać braku zaangażowania.
Czasami odmowa jest właśnie informacją, że liczba zadań przekroczyła rozsądny poziom.
Małe kroki zamiast wielkiej zmiany
Budowanie współodpowiedzialności nie wymaga od razu reorganizacji całej szkoły.
Można zacząć od jednego projektu.
Przy kolejnym wydarzeniu zamiast jednej osoby odpowiedzialnej za wszystko stworzyć mały zespół.
Przy następnym konkursie przekazać część obowiązków komuś, kto wcześniej tylko pomagał.
Przy kolejnym szkoleniu poprosić inną osobę o przygotowanie fragmentu materiałów.
Po zakończeniu działania zrobić krótkie podsumowanie:
Co zadziałało?
Co było niepotrzebne?
Co następnym razem możemy zrobić inaczej?
Co możemy przekazać komuś innemu?
Z czasem takie działania mogą zmienić sposób funkcjonowania całego zespołu.
Szkoła nie powinna być zależna od kilku osób
Najbardziej zaangażowani nauczyciele są ogromną wartością dla szkoły. Problem zaczyna się wtedy, gdy szkoła nie potrafi funkcjonować bez ich ciągłego zaangażowania.
Dobrze działający zespół nie polega na tym, że zawsze znajdzie się jedna osoba, która „ogarnie temat”.
Polega na tym, że odpowiedzialność może być przekazywana, wiedza jest dzielona, a zadania nie pozostają na stałe przypisane do tych samych osób.
Nauczyciel nie musi robić wszystkiego sam.
Dyrektor nie musi wszystkiego delegować tym samym osobom.
A zespół nie musi czekać, aż najbardziej aktywny nauczyciel po raz kolejny powie: „Dobrze, ja to zrobię”.
Czasami lepsze pytanie brzmi:
„Kto zrobi to ze mną?”



